Informacje i wydarzenia

Wierzę, bo sąsiad powiedział. A może brat cioteczny? Prokuratura w Wysokiem Mazowieckiem działa

Dwóch Panów, jedna branża – prace ziemne, dwie skrajnie różne rzeczywistości. Jeden płaci ZUS, składa deklaracje, ma faktury i wszystko, co księgowa lubi najbardziej. Drugi funkcjonuje w systemie „zróbmy to po swojemu”, za to z gronem świadków gotowych przysiąc, że „na pewno coś kiedyś było ustalane”.

I nagle – jak grom z jasnego nieba – prokuratura wszczyna dochodzenie… ale nie wobec tego, który nie ma nic na papierze. Wierzy zeznaniom znajomych, ignorując umowy i dokumenty drugiej strony. Policja wkracza, zabezpiecza sprzęt na placu osoby trzeciej i odjeżdża w siną dal. Efekt? Po kilkudziesięciu minutach niezabezpieczony sprzęt znika. Kto zabrał? Ten, którego nikt nie sprawdza.

tutaj miały stać zabezpieczone elementy

Czy to jest jeszcze prawo, czy już teatr jednego aktora?

Z naszej strony zapewniamy: NaszaWielkopolska występuje o wyjaśnienia do Prokuratury i Policji, zadając m.in. pytania:

– Jak to możliwe, że zeznania znajomych mają większą moc niż oficjalne dokumenty?
– Czy prokuratura badała powiązania świadków z nieformalnym „przedsiębiorcą”?
– Dlaczego zabezpieczenie nie objęło spornego sprzętu, który został po prostu zabrany?
– Czy organy ścigania uznają już „słowo honoru” za pełnoprawny dowód?

Na odpowiedzi czekamy z niecierpliwością – i gwarantujemy, że Was o nich poinformujemy. Ten serial dopiero się zaczyna.