Akademia Policji w Szczytnie odpowiada. Policjantka z Wyszkowa, wykładowca i „indeks” w lesie
Mamy już pierwsze odpowiedzi. Akademia Policji w Szczytnie potwierdziła, kim jest wykładowca spotykający się z policjantką z Wyszkowa, opisała jego obowiązki i poinformowała, że obecnie nie funkcjonują papierowe indeksy. Uczelnia zaznaczyła również, że nie zajmuje się prywatnymi relacjami wykładowców i studentów.
Problem w tym, że w protokole rozprawy sądowej sama blond policjantka z Wyszkowa wyjaśniła, że jedno ze spotkań miało służyć „przekazaniu indeksu”. Nie interesuje nas życie prywatne dwojga dorosłych ludzi. Interesuje nas, jaki dokument związany z kształceniem został przekazany poza uczelnią, czy wykładowca miał wobec policjantki zależność dydaktyczną i czy wszystko odbywało się według takich samych zasad jak wobec innych studentów.
Do sprawy blond policjantki z Wyszkowa pełniącej służbę w tym mieście wracamy po pierwszej publikacji i po odpowiedziach instytucji. W materiałach analizowanych przez redakcję znajduje się sprawozdanie z czynności detektywistycznych opisujące spotkania kobiety z funkcjonariuszem Policji będącym wykładowcą policyjnej uczelni.
Jedno z takich spotkań miało odbyć się w samochodzie zaparkowanym w ustronnym, zalesionym miejscu pod Ostrołęką.
Mamy wilgotny las ale zaparowanych szyb nie dopisujemy. Mamy blond policjantkę z Wyszkowa i mamy ciało pedagogiczne ze szkoły o nazwie Akademia Policji w Szczytnie. Sam las niczego nie dowodzi. Nie dowodzi romansu, preferencyjnego traktowania, pomocy przy egzaminach ani jakiejkolwiek innej nieprawidłowości. I właśnie dlatego nie będziemy dopisywać do tej historii tego, czego w materiałach nie ma.
. Mamy natomiast coś znacznie bardziej konkretnego – protokół sądowy.
„To było to spotkanie na przekazanie indeksu”
11 czerwca 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Ostrołęce policjantka odnosiła się do sprawozdania detektywistycznego. W protokole przy jej wypowiedzi zapisano:
„to było spotkanie na przekazanie indeksu”.
To ważne rozróżnienie. Słowa „indeks” nie wymyśliła redakcja i nie są one naszym opisem przedmiotu widocznego podczas spotkania. Tak określono cel spotkania w oficjalnym protokole postępowania sądowego.
Akademia Policji zwróciła nam natomiast uwagę, że obecnie papierowe indeksy nie funkcjonują. Przyjmujemy tę informację.
Być może policjantka, składając wyjaśnienia przed sądem, posłużyła się potocznym określeniem. Być może w stresie nazwała tak inny dokument związany z kształceniem. Możliwe również, że w protokole zastosowano skrót myślowy. Nie wiemy i nie zamierzamy zgadywać. Jak zwał, tak zwał.
Z wypowiedzi zapisanej przez sąd wynika jednak, że spotkanie zostało przez samą uczestniczkę powiązane z przekazaniem czegoś dotyczącego jej kształcenia. Jeżeli nie był to indeks, pytanie staje się jeszcze prostsze:
co to było?
Nie pytamy, po co jechali do lasu. Pytamy, po co pojechał tam indeks?

To zdanie najlepiej oddaje istotę naszych pytań. Nie interesuje nas, czy dwoje dorosłych ludzi utrzymywało relację prywatną. Nie interesuje nas, jak długo siedzieli w samochodzie, o czym rozmawiali poza sprawami zawodowymi ani jakie mieli wobec siebie intencje.
Interesuje nas natomiast, dlaczego podczas spotkania poza uczelnią miał być przekazywany dokument związany z kształceniem. Jeżeli słowo „indeks” było jedynie skrótem myślowym – jaki dokument pojechał do lasu zamiast niego?
Czy był to dokument uczelni? Czy dotyczył zaliczeń, ocen, egzaminów albo przebiegu studiów? Dlaczego znajdował się w posiadaniu wykładowcy? Czy jego przekazanie zostało gdziekolwiek odnotowane? Czy taka forma przekazywania dokumentów studentom była, a może nadal jest standardową praktyką?
Na te pytania nadal nie znamy odpowiedzi.
Akademia Policji w Szczytnie potwierdza status wykładowcy
Akademia Policji w Szczytnie przekazała redakcji szczegółowe informacje dotyczące funkcjonariusza.
Z odpowiedzi uczelni wynika, że pełni on w Akademii służbę od 1 listopada 2021 roku, a od 1 maja 2025 roku zajmuje stanowisko wykładowcy w Zakładzie Studiów nad Przestępczością Instytutu Służby Kryminalnej Wydziału Bezpieczeństwa i Nauk Prawnych.
Do jego obowiązków należą m.in. prowadzenie zajęć, udział w kształceniu studentów korzystających z indywidualnej organizacji studiów, przeprowadzanie zaliczeń i egzaminów oraz udział w egzaminach komisyjnych. Uczelnia poinformowała również, że wobec wykładowcy nie prowadzono postępowań dyscyplinarnych ani czynności wyjaśniających, nie wpłynęły dotyczące go skargi i nie ograniczano zakresu jego obowiązków.
To istotne informacje i odnotowujemy je w całości.
Nie odpowiadają jednak na jedno zasadnicze pytanie: czy ten konkretny wykładowca prowadził zajęcia opisywanej policjantki, oceniał ją, egzaminował albo w jakikolwiek sposób uczestniczył w formalnym przebiegu jej kształcenia.
Tego nadal nie wiemy.
Wykładowca ze Studiów nad przestępczością
Profil zawodowy podinspektora dodatkowo uzasadnia zainteresowanie formalną stroną sprawy.
W oficjalnych materiałach Akademii figuruje on jako nauczyciel akademicki Zakładu Studiów nad Przestępczością. W 2022 roku był również jednym z prowadzących specjalistyczny kurs dla policjantów służby kryminalnej i śledczej dotyczący zwalczania fałszerstw pieniędzy.
Program kursu obejmował m.in. metodykę prowadzenia postępowań przygotowawczych, przeszukania oraz czynności wykrywcze. Nie oznacza to, że właśnie podinspektor prowadził każdy z tych modułów – zajęcia prowadziło kilku wykładowców i specjalistów. Pokazuje jednak zakres środowiska dydaktycznego, w którym funkcjonuje.
Publiczne materiały Akademii potwierdzają także jego aktywność jako wykładowcy Instytutu Służby Kryminalnej i udział w przedsięwzięciach wspólnie ze studentami kierunku Nauka o Policji.
Dlatego nie pytamy o niego jako o przypadkowego znajomego policjantki. Pytamy jako o wykładowcę policyjnej uczelni, który – według sądowego protokołu dotyczącego spotkania – pojawia się w historii związanej z przekazaniem „indeksu”.
Akademia: sprawy prywatne pozostają prywatne
W odpowiedzi przesłanej redakcji Akademia zwróciła uwagę, że znaczna część naszych pytań dotyczyła sfery prywatnej funkcjonariusza. Uczelnia zapewniła również, że wykładowca nie łączy spraw prywatnych z zawodowymi. I tutaj chcemy być bardzo precyzyjni.
My również nie chcemy łączyć życia prywatnego z zawodowym.
Natomiast jJeżeli spotkanie było prywatne, ale podczas niego przekazywano dokument związany ze studiami lub kształceniem policjantki, pojawia się obiektywna przestrzeń, w której sfera prywatna styka się z zawodową. Nie twierdzimy, że doszło do naruszenia zasad.
Pytamy, czy ktokolwiek to sprawdził?
Troska o standardy, a nie poszukiwanie romansu
Las, samochód, młoda policjantka i ciało pedagogiczne z Akademii Policji tworzą obraz, który łatwo obudować domysłami. Tyle że redakcja nie prowadzi postępowania w sprawie relacji dwojga dorosłych ludzi na gruncie prywatnym.
Prowadzimy materiał dotyczący standardów kształcenia funkcjonariusza publicznego.
Policjant otrzymuje szczególne uprawnienia wobec obywatela. Jego kwalifikacje, egzaminy, szkolenie i dalszy przebieg służby nie są więc wyłącznie prywatną sprawą.
Społeczeństwo ma prawo oczekiwać, że osoby szkolone w policyjnym systemie uzyskują oceny i kwalifikacje na takich samych zasadach, a ewentualny indywidualny dostęp do wykładowcy nie daje żadnych szczególnych możliwości.
Dlatego chcemy ustalić, czy podinspektor prowadził zajęcia blond policjantki z Wyszkowa, czy ją oceniał, przeprowadzał jej zaliczenia lub egzaminy oraz czy miał dostęp do dokumentacji dotyczącej jej nauki.
Nie mamy obecnie podstaw, aby twierdzić, że policjantka otrzymała dzięki tej znajomości jakąkolwiek korzyść, lepszą ocenę, zaliczenie czy pomoc w dalszej karierze.
Mamy natomiast podstawy, aby zapytać, czy zostało to zweryfikowane.
Jeżeli wszystko odbywało się prawidłowo, dokumentacja powinna zamknąć ten wątek bardzo szybko i raz na zawsze.
Wyszków odsyła do Radomia
Komenda Powiatowa Policji w Wyszkowie potwierdziła redakcji, że opisywana funkcjonariuszka pełni służbę w Wydziale do Walki z Przestępczością Ekonomiczną. W pozostałym zakresie skierowała nasze pytania do Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu.
Naturalnie zwróciliśmy się więc do Radomia.
KWP poprosiła redakcję o doprecyzowanie, kiedy miało dojść do spotkania oraz o jaki indeks chodziło. Według Komendy informacje te były konieczne do przygotowania odpowiedzi. Przekazaliśmy dodatkowe dane pozwalające zidentyfikować zdarzenie.
I czekamy.
KWP Radom. Gorący ziemniak zamiast odpowiedzi?
Nie chcemy przesądzać, że Komenda Wojewódzka Policji celowo unika sprawy. Na razie możemy jedynie opisać chronologię.
Wyszków kieruje nas do Radomia. Radom pyta redakcję o datę i rodzaj dokumentu. Redakcja przekazuje informacje. Odpowiedzi rozstrzygającej podstawowe pytania nadal nie mamy. W tle znajduje się przy tym wcześniejsza korespondencja dotycząca funkcjonariuszki i sytuacji w KPP Wyszków.
Redakcja posiada kopię zawiadomienia skierowanego do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Radomiu 5 stycznia 2026 roku, w którym autor domagał się nadzorczego zbadania szeregu zarzutów dotyczących funkcjonowania jednostki i zachowania policjantki.
W późniejszym zawiadomieniu ten sam autor wskazuje również na skargę z 11 maja 2026 roku i twierdzi, że jego wcześniejsze pisma do KWP nie doczekały się merytorycznego rozstrzygnięcia. Są to zarzuty autora dokumentu – nie ustalenia redakcji ani potwierdzone stanowisko KWP.
Nie zamierzamy więc orzekać za Policję, kto ma rację. Ale liczba pism i liczba instytucji, pomiędzy którymi przemieszcza się sprawa, zaczynają przypominać klasyczny administracyjny gorący ziemniak. Tyle że ziemniakiem nie jest tutaj plotka.
Pytamy o policjantkę, jej kształcenie, wykładowcę policyjnej uczelni i dokument, który według protokołu sądowego był powodem spotkania.
Nam nie chodzi o śliwki
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy w tym miejscu nie przypomnieli starego powiedzenia:
nam nie chodzi o śliwki, tylko po coś tam wlazł?
Nie pytamy, dlaczego kobieta i mężczyzna spotkali się w lesie. Nie pytamy o ich życie osobiste. Nie pytamy nawet, czy „indeks” faktycznie był indeksem.
Pytamy, dlaczego podczas tego spotkania pojawił się dokument związany z kształceniem policjantki i jaka była formalna relacja dydaktyczna pomiędzy nią a wykładowcą.
To wszystko.
Jeżeli odpowiedź brzmi: żadnej zależności nie było, wykładowca jej nie oceniał, nie egzaminował, dokument był przekazywany zgodnie z obowiązującą procedurą, a wyniki nauki i dalsza kariera funkcjonariuszki nie miały z tym spotkaniem nic wspólnego – przyjmiemy taką odpowiedź i ją opublikujemy.
Właśnie po to pytamy.
Redakcja, podobnie jak społeczeństwo, ma prawo znać prawdę o standardach kształcenia osób, którym państwo później powierza policyjną odznakę i szczególne uprawnienia.
Akademia Policji w Szczytnie ma możliwość te wątpliwości rozwiać. KWP w Radomiu również.
My natomiast będziemy robić to, co należy do dziennikarza: pytać o dokumenty, daty i procedury.
Bo raz jeszcze:
nie pytamy, po co jechali do lasu. Pytamy, po co pojechał tam indeks.
A w środku tego wszystkiego są dzieci
Jest jeszcze jeden powód, dla którego tej sprawy nie zamierzamy zostawić w połowie drogi i zamieść pod dywan.
W środku konfliktu dorosłych są dzieci.
Niezależnie od tego, kto ostatecznie okaże się mieć rację w poszczególnych sporach, to właśnie dzieci ponoszą konsekwencje wielomiesięcznego konfliktu, kolejnych postępowań, wzajemnych zarzutów i zaangażowania następnych instytucji.
Dlatego dla naszej redakcji ta historia nie kończy się na pytaniu o policjantkę, wykładowcę czy dokument przekazany podczas spotkania w lesie.
Chcemy wiedzieć, czy instytucje, które miały obowiązek działać profesjonalnie, zrobiły wszystko, co należało zrobić. Czy sprawdziły fakty. Czy odpowiedziały na pisma. Czy wyjaśniły wątpliwości. Czy tam, gdzie pojawiło się pytanie o standardy służby i kształcenia funkcjonariusza, ktoś rzeczywiście zechciał je zbadać, zamiast przekazać dalej jak „gorący ziemniak”.
Bo kiedy dorośli prowadzą swoje wojny, dzieci nie powinny płacić rachunku za brak odpowiedzi instytucji.
Nasza redakcja tej sprawy nie odpuści. Nie dlatego, że interesują nas obyczajowe szczegóły czy sensacja. Przeciwnie – chcemy oddzielić fakty od domysłów i doprowadzić do momentu, w którym pytania otrzymają konkretne odpowiedzi.
Jeżeli wszystko odbyło się zgodnie z procedurami – napiszemy to.
Jeżeli dokument nie miał żadnego znaczenia dla wyników nauki policjantki – napiszemy to.
Jeżeli wykładowca nigdy jej nie oceniał ani nie egzaminował – również to opublikujemy.
Ale najpierw ktoś musi wreszcie odpowiedzieć.
Bo wszystkie dzieci nasze są. I kiedy w tle urzędowych pism, postępowań i sporów znajdują się dzieci, pytanie o prawdę przestaje być wyłącznie dziennikarską ciekawością.
Staje się obowiązkiem.
Akademia Policji w Szczytnie ma możliwość rozwiać te wątpliwości. KWP w Radomiu również.
My będziemy dalej pytać o dokumenty, daty, zależności dydaktyczne i procedury.
Nie pytamy, po co jechali do lasu.
Pytamy, po co pojechał tam indeks.
A jeżeli ktoś liczy, że sprawa po prostu zniknie pod kolejną warstwą korespondencji, odpowiadamy krótko:
No pasarán.
On ne passe pas!

