Informacje i wydarzeniaRutkowski w akcji!

Czy matka bez własnego mieszkania i „bez rodziny” jest dla sądu gorszym rodzicem? Krzysztof Rutkowski zadaje pytania instytucjom

Czy wynajmowane mieszkanie, brak rodzinnego zaplecza i dzieciństwo spędzone w domu dziecka mogą stać się argumentem przeciwko matce walczącej o kontakt z własnym dzieckiem? To jedno z najmocniejszych pytań, jakie wybrzmiało podczas konferencji Biura Rutkowski w Łodzi organizowanej wspólnie z Naszawielkopolska.pl oraz Telewizą Patriot24.net

W konferencji udział wzięli Krzysztof Rutkowski oraz Martyna Brauer, matka 8-letniej dziewczynki. Kobieta relacjonowała, że od 23 listopada 2023 roku nie ma realnego kontaktu z córką. Jak mówiła, dziecko zostało zabrane przez ojca z przedszkola i od tamtego czasu, mimo sądowych postanowień o kontaktach, spotkania z matką nie są realizowane.

Najbardziej kontrowersyjny wątek dotyczy jednak uzasadnienia, na które — według relacji Martyny Brauer — miał powołać się sąd, określając miejsce pobytu dziecka przy ojcu. Matka mówiła podczas konferencji, że sąd wskazywał m.in. na to, iż ojciec Emilki ma mieszkanie, buduje dom i może liczyć na pomoc swoich rodziców. Ona natomiast wynajmuje mieszkanie i nie ma rodziny, która mogłaby ją wspierać.

I tu pojawia się pytanie fundamentalne: co sąd naprawdę chciał przez to powiedzieć? Czy chodziło o realne dobro dziecka, czy o założenie, że rodzic posiadający nieruchomość, dom w budowie i emerytowanych rodziców „do pomocy” automatycznie daje lepsze gwarancje opiekuńcze?

Bo jeżeli dziadkowie faktycznie przejmują znaczną część codziennej opieki, to powstaje kolejne pytanie: czy sąd oceniał kompetencje ojca jako rodzica, czy raczej zaplecze organizacyjne jego rodziny? A jeśli tak, to dlaczego brak takiego zaplecza po stronie matki miałby działać przeciwko niej?

Martyna Brauer podkreślała, że wynajmuje mieszkanie w centrum Łodzi, pracuje i — jak twierdzi — wcześniej pełniła funkcję rodzica pierwszoplanowego. Mówiła również, że wychowała się w domu dziecka, ponieważ jej rodzice nie byli w stanie prawidłowo pełnić funkcji rodzicielskich. Ten fakt, zamiast być traktowany jako element jej życiorysu i doświadczenia, rodzi dziś pytanie, czy nie został odczytany przeciwko niej.

Czy osoba, która nie otrzymała w dzieciństwie stabilnej rodziny, ma być później przez państwo oceniana jako ktoś z definicji słabszy? Czy matka, która nie odziedziczyła mieszkania, nie ma rodziców do pomocy i buduje swoje życie samodzielnie, ma być traktowana gorzej niż rodzic otoczony majątkiem i rodziną?

Krzysztof Rutkowski podczas konferencji pytał wprost, czy fakt wynajmowania mieszkania może stanowić realny argument przeciwko matce. Wskazywał, że ogromna liczba rodzin w Polsce wychowuje dzieci w wynajmowanych lokalach. Czy zatem własność mieszkania ma stać się nieformalnym miernikiem wartości rodzica?

Krzysztof Rutkowski podczas konferencji w Łodzi.

Z punktu widzenia prawa rodzinnego najważniejsze powinno być dobro dziecka. To ono jest podstawową przesłanką przy rozstrzyganiu o wykonywaniu władzy rodzicielskiej przez rodziców żyjących w rozłączeniu. Również prawo do kontaktu rodzica z dzieckiem nie powinno być iluzoryczne, lecz realnie wykonywane, jeśli nie ma podstaw do jego ograniczenia lub zakazania.

Dlatego sprawa Martyny Brauer rodzi pytanie o granicę między oceną sytuacji bytowej dziecka a uprzedzeniem wobec rodzica mniej zamożnego, samotnego i pozbawionego rodzinnego wsparcia. Konstytucja RP gwarantuje równość wobec prawa i zakazuje dyskryminacji „z jakiejkolwiek przyczyny”. Rzecznik Praw Obywatelskich przypomina, że zasada ta obejmuje prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

Jeżeli więc w tej sprawie kluczowe okazały się argumenty typu: ojciec ma mieszkanie, buduje dom, ma rodziców, a matka wynajmuje lokal i jest sama — to opinia publiczna ma prawo zapytać, czy nie doszło do niebezpiecznego przesunięcia akcentów. Zamiast pytać, kto realnie zapewnia dziecku więź, opiekę, bezpieczeństwo i stabilność emocjonalną, można odnieść wrażenie, że zaczęto ważyć dorosłych według majątku i rodzinnego zaplecza.

A to byłby bardzo niebezpieczny sygnał dla tysięcy samotnych matek i ojców w Polsce. Dla wszystkich, którzy wynajmują mieszkania. Dla tych, którzy nie mają rodziców, dziadków ani krewnych do pomocy. Dla tych, którzy mimo trudnego dzieciństwa próbują stworzyć swoim dzieciom bezpieczny dom.

Bo dom dziecka nie powinien być piętnem na całe życie. Wynajmowane mieszkanie nie powinno być dowodem słabości rodzica. A brak rodziny nie powinien oznaczać, że państwo odbiera człowiekowi prawo do bycia matką.

Biuro Rutkowski zapowiada dalsze działania w tej sprawie. Redakcja będzie pytać właściwe instytucje, na jakich konkretnie przesłankach opierał się sąd, uznając, że ojciec daje lepsze gwarancje opieki nad dzieckiem. Będziemy badać, czy rzeczywiście chodziło o dobro dziecka i jego stabilizację, czy też pod pozorem troski o warunki bytowe uznano, że matka bez majątku, własnego mieszkania i rodzinnego zaplecza ma słabszą pozycję w walce o kontakt z własną córką.

Sprawdzimy również, czy w tej sprawie łódzki wymiar sprawiedliwości działał wyłącznie w oparciu o niezawisłą ocenę dobra dziecka, czy też pojawiają się okoliczności, które mogą budzić pytania o wpływy, powiązania lub nierówne traktowanie stron postępowania. Bo niezawisłość sądu nie może oznaczać braku odpowiedzi na pytania opinii publicznej, zwłaszcza gdy w centrum sprawy znajduje się dziecko odizolowane od matki.

Briefing Krzysztofa Rutkowskiego i Martyny Brauer

Sprawa Martyny była już opisywana na portalu Naszawielkopolska.pl. W artykule „Trzy lata bez córki? Martyna twierdzi, że mimo decyzji sądu nie może normalnie kontaktować się z Emilią” przedstawiono relację matki dotyczącą braku realnych kontaktów z dzieckiem mimo sądowych rozstrzygnięć.

Poszkodowana matka z apelem do Krzysztofa Rutkowskiego

Redakcja opisywała również szerszy problem lekceważenia orzeczeń sądowych w sprawach rodzinnych w tekście „Wyrok Wysokiego Sądu do kosza?”, stawiając pytanie, co dzieje się z autorytetem państwa, gdy decyzje sądu pozostają na papierze.