Wyrok Wysokiego Sądu do kosza? Ojciec dziecka ponad prawem?
Czy sądowe postanowienia dotyczące kontaktów rodzica z dzieckiem mają realną moc, jeśli – jak twierdzi jedna ze stron – przez wiele miesięcy nie są wykonywane? Takie pytania stawia dziś Martyna, która od ponad dwóch lat i siedmiu miesięcy nie może normalnie spotkać się ze swoją córką. O pomoc zwróciła się do Krzysztofa Rutkowskiego i naszej redakcji.
Wyrok sądu miał uporządkować sprawę kontaktów z dzieckiem, ale Martyna twierdzi, że mimo wydanych postanowień od ponad dwóch lat i siedmiu miesięcy nadal nie może zobaczyć swojej córki.
– Jestem mamą. Mamą, która nie widzi swojej córki od dwóch lat i siedmiu miesięcy. Nie byłam obecna w jej najważniejszych momentach życia – mówi Martyna.
Jej historia nie jest wyłącznie opowieścią o rodzinnym konflikcie. To również pytanie o skuteczność instytucji odpowiedzialnych za wykonywanie orzeczeń sądowych oraz o to, co dzieje się wtedy, gdy – według relacji jednego z rodziców – wydane postanowienia pozostają bez praktycznych konsekwencji.
Martyna podkreśla, że posiada pełnię praw rodzicielskich i od początku zabiegała o możliwość utrzymywania regularnych kontaktów z córką.
– Każdy rodzic ma prawo i obowiązek kontaktu z dzieckiem. Tak mówią przepisy. Ja zostałam pozbawiona bliskości z moją córką. Nasza więź została zerwana – mówi.
„Nadal nie mogę zobaczyć córki”
Jak relacjonuje kobieta, sąd wydał postanowienie przyznające jej możliwość trzech kontaktów z Emilią w każdym tygodniu. Później orzeczenie zostało zmienione i przewidywało co najmniej jedno spotkanie tygodniowo. Zdaniem Martyny również to postanowienie nie jest wykonywane.
– Tata dziecka nie respektuje prawa. Nadal nie jestem wpuszczana i nie jestem informowana o sytuacji mojej córki. Nie wiem już, co mogę jeszcze zrobić – mówi.
Kobieta twierdzi, że przez cały ten czas składała zawiadomienia do sądów, policji oraz innych instytucji, które – w jej ocenie – powinny reagować w sprawach dotyczących dobra dziecka.
– Poruszyłam wszystkie instytucje, które powinny dbać o dobro dziecka. Mimo to nadal nie mogę zobaczyć córki – dodaje.
Początek rodzinnego sporu
Martyna opowiada, że kiedy Emilia miała rok, wyprowadziła się z dzieckiem od ojca i wystąpiła do sądu o ustalenie miejsca zamieszkania córki.
Jak twierdzi, pierwsze zabezpieczenie wskazywało miejsce zamieszkania dziecka przy matce. Później – jak relacjonuje – wycofała sprawę po rozmowach z ojcem dziecka. Po ponownym skierowaniu sprawy do sądu zapadło już inne rozstrzygnięcie. Sąd ustalił miejsce zamieszkania dziewczynki przy ojcu.
Według relacji Martyny uzasadnieniem były lepsze warunki mieszkaniowe po stronie ojca oraz możliwość uzyskania wsparcia ze strony jego rodziny.
– Ja wynajmuję mieszkanie i nie mam rodziny. Wychowałam się w domu dziecka. Nie rozumiem jednak, dlaczego miałoby to oznaczać, że jestem gorszym rodzicem – mówi.
Przełomowym momentem miał być – według relacji kobiety – 23 listopada 2023 roku. Tego dnia Emilia została odebrana z przedszkola i od tamtej chwili, jak twierdzi matka, pozostała pod opieką ojca. Od tego momentu rozpoczęła się walka o możliwość ponownego spotkania z córką.
– Córeczka miała wtedy pięć i pół roku. Dzisiaj ma osiem lat. Nie było mnie przy jej pierwszych sukcesach, szkolnych wydarzeniach ani codziennym dorastaniu. Tego czasu nikt mi już nie odda – mówi Martyna.
Pytania o skuteczność państwa
Sprawa rodzi pytania wykraczające poza sam rodzinny konflikt.
Jeżeli – zgodnie z relacją matki – istnieją obowiązujące postanowienia sądu regulujące kontakty z dzieckiem, to kto odpowiada za ich skuteczne wykonanie?
Jakie działania podejmują instytucje, gdy jeden z rodziców twierdzi, że od wielu miesięcy nie może korzystać z praw przyznanych mu przez sąd?
To pytania, na które odpowiedzi oczekuje nie tylko Martyna, ale również opinia publiczna.
W sprawie Martyny powraca również temat alienacji rodzicielskiej, czyli sytuacji, w której jedno z rodziców – według relacji drugiej strony – utrudnia lub blokuje dziecku kontakt z drugim rodzicem. Martyna twierdzi, że zachowanie ojca Emilki nie tylko odcina ją od córki, ale może też budować w dziecku przekonanie, że mama jest osobą mniej ważną, gorszą lub niewłaściwą do kontaktu. To szczególnie niepokojące, jeśli jednocześnie istnieją postanowienia sądu regulujące te kontakty.
O pomoc poprosiła Biuro Rutkowski
Nie widząc efektów swoich działań, Martyna postanowiła zwrócić się o pomoc do Krzysztofa Rutkowskiego. Biuro Rutkowski zapowiedziało analizę dokumentów oraz skierowanie pytań do instytucji uczestniczących w postępowaniu.

Redakcja Naszawielkopolska.pl również będzie monitorowała przebieg sprawy i zwróci się o stanowiska do wszystkich zainteresowanych stron.
Redakcja NaszaWielkopolska.pl deklaruje gotowość do przedstawienia stanowiska drugiej strony.
Chcielibyśmy zapytać ojca dziewczynki, dlaczego od ponad dwóch lat i siedmiu miesięcy nie dochodzi do realizacji postanowień sądu dotyczących kontaktów matki z córką.




- Czy nie uważa Pan, że takie działania mogą być odbierane jako lekceważenie orzeczeń wymiaru sprawiedliwości?
- Czy czuje się Pan bezkarny, ponieważ – według relacji matki – kolejne postanowienia sądu nie doprowadziły do przywrócenia kontaktów?
- Co chce Pan osiągnąć, nie dopuszczając – jak twierdzi Martyna – do odbudowania więzi między matką a dzieckiem?
- Czy uważa Pan, że taki sposób postępowania służy dobru ośmioletniej dziewczynki?
- Czy poprzez swoje działania chce Pan wykazać, że Martyna nie jest właściwą osobą do kontaktów z córką? Jeśli tak, na jakich faktach opiera Pan takie przekonanie?
- I wreszcie – czy nie obawia się Pan, że odmawiając wykonywania postanowień sądu dotyczących kontaktów, może Pan sprawiać wrażenie osoby stawiającej się ponad decyzjami wymiaru sprawiedliwości?
Redakcja NaszaWielkopolska.pl z pełnym szacunkiem opublikuje stanowisko ojca dziewczynki w całości lub w zakresie, w jakim zechce odnieść się do przedstawionych pytań.

