Polski produkt czy tylko polska etykieta?
Polski produkt dobrze się sprzedaje, dlatego producenci chętnie podkreślają krajowe pochodzenie swoich wyrobów. Nie zawsze jednak to, co wygląda na polskie, rzeczywiście spełnia kryteria „Produktu Polskiego”.
Polski Produkt – co naprawdę oznacza
Na opakowaniu biało-czerwona grafika, w nazwie słowo „polski”, kod kreskowy zaczynający się od 590. Dla wielu klientów to wystarczający sygnał, że do koszyka trafia krajowy produkt. Tyle że nie zawsze tak jest.
Niedawna kontrola Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych dotycząca mięsa wieprzowego wykazała nieprawidłowości w 13 z 89 skontrolowanych sklepów i w 31 z 293 partii mięsa. Chodziło między innymi o brak informacji o pochodzeniu, błędne oznaczenia kraju chowu i uboju oraz przypadki stosowania oznaczenia „Produkt Polski”, mimo że dokumentacja wskazywała na zagraniczne pochodzenie zwierząt.
– Obecne certyfikaty i oznaczenia na produktach niezupełnie świadczą o tym, że jest to produkt polski. Powiedziałbym nawet, że bardzo często wprowadzają konsumenta w błąd – ocenia Paweł Cybulski, prezes Stowarzyszenia Certyfikowanych Audytorów i Kontrolerów Wewnętrznych.
W Wielkopolsce ten temat ma szczególne znaczenie. Region należy do najważniejszych zapleczy rolniczych i spożywczych w kraju. Silne jest tu mleczarstwo, produkcja mięsa, warzyw, przetwórstwo i lokalna produkcja żywności. Udział Wielkopolski w krajowej wartości globalnej produkcji rolniczej sięgał 15,5 proc.
Dlatego pytanie o to, czy produkt rzeczywiście jest polski, nie sprowadza się tutaj wyłącznie do patriotycznego gestu przy sklepowej półce. Za wyborem konkretnego produktu stoją także pieniądze trafiające do rolników, przetwórców i firm działających w regionie.
Jednym z częstszych błędów klientów jest utożsamianie kodu 590 z miejscem produkcji. Tymczasem prefiks 590 oznacza jedynie, że firma posługująca się danym kodem została zarejestrowana w polskim oddziale GS1.
Produkt z takim kodem może być wyprodukowany za granicą, sprowadzony do Polski, przepakowany i sprzedawany pod polską marką. Może też zdarzyć się odwrotna sytuacja: produkt powstał w Polsce, ale jego kod zaczyna się innymi cyframi, bo firma została zarejestrowana w zagranicznym oddziale GS1.
– Świat jest bardziej zglobalizowany. Mamy szereg różnych obszarów, które będą świadczyły o tym, że dany produkt nie jest polski. Chociaż będą etykietki wskazujące na to, że jest polski albo będzie oznaczenie 590 w kodzie kreskowym, to wcale nie musi oznaczać, że jest to produkt polski – podkreśla Paweł Cybulski.
Inaczej wygląda sprawa z ustawowym oznaczeniem „Produkt Polski”, stosowanym od 2017 roku. W przypadku produktów nieprzetworzonych produkcja, uprawa lub hodowla musi odbywać się w Polsce. W odniesieniu do mięsa zwierzę powinno być tutaj urodzone, chowane i ubite.
Przy produktach przetworzonych dopuszcza się do 25 proc. składników importowanych, o ile chodzi o surowce, które nie są wytwarzane w Polsce, na przykład niektóre przyprawy czy bakalie.
W Wielkopolsce można znaleźć producentów korzystających z tego oznaczenia. Jednym z przykładów jest Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Czarnkowie, która posługuje się znakiem „Produkt Polski” przy części swoich wyrobów.
Nie oznacza to jednak, że sama lokalna marka albo nazwa wielkopolskiej miejscowości na opakowaniu wystarczy, by uznać produkt za krajowy. Liczy się konkretny wyrób, jego skład, pochodzenie surowców i sposób produkcji.
I właśnie tutaj pojawia się określenie „polishwashing”.
Polishwashing – kiedy „polskie” jest tylko częścią marketingu
Chodzi o sytuację, w której opakowanie, nazwa lub sposób promocji mają wywołać wrażenie polskiego pochodzenia produktu, choć rzeczywisty łańcuch produkcji wygląda inaczej. Czasem wystarczy biało-czerwona kolorystyka, odwołanie do tradycji albo polsko brzmiąca nazwa.

Temat nie dotyczy przy tym tylko Wielkopolski. Podczas Krynica Forum 2026 poświęcono mu panel dyskusyjny „Patriotyzm gospodarczy: Co to znaczy polskie?”, w którym uczestniczył również Paweł Cybulski. Sama obecność takiego tematu w programie dużego ogólnopolskiego forum pokazuje, że pytanie o polskość produktu, kapitału, podatków i miejsca produkcji dotyczy wszystkich regionów kraju.
Patriotyzm gospodarczy stał się przy tym czymś więcej niż hasłem. Dla części konsumentów wybór krajowego produktu jest dziś świadomą deklaracją zakupową, a producenci doskonale wiedzą, że polskie pochodzenie może zwiększać atrakcyjność towaru. To właśnie dlatego pojawia się przestrzeń dla polishwashingu – skoro „polskie” dobrze się sprzedaje, opłaca się tworzyć takie wrażenie nawet wtedy, gdy rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Dla producentów to nie jest bez znaczenia, bo konsumenci rzeczywiście zwracają uwagę na pochodzenie.
Według raportu Fundacji „Teraz Polska” z 2026 roku 84,2 proc. badanych deklarowało, że mając możliwość wyboru, należy kupować produkty polskiego pochodzenia. Dla 24,4 proc. respondentów kraj pochodzenia należał do trzech najważniejszych kryteriów zakupowych, obok ceny i jakości.
Wielkopolska od lat rozwija także własne systemy promocji żywności regionalnej. Na ministerialnej Liście Produktów Tradycyjnych znajdowało się pod koniec 2025 roku 100 produktów związanych z regionem. Działa również Sieć „Smaki Regionów – Wielkopolska”, która promuje lokalnych producentów i żywność silnie związaną z miejscem pochodzenia.
Paweł Cybulski zwraca uwagę, że sama produkcja w Polsce nie wyczerpuje jeszcze całej dyskusji.
– Popatrzyłbym na to kryterium szerzej i nie unaradawiał produktu, tylko zadał pytania: na ile on służy Polsce, naszej wspólnocie, na ile ją wzmacnia, czy z tego powodu są dodatkowe wpływy podatkowe, czy ten produkt ma wpływ na lokalną społeczność, czy przedsiębiorca w jakiś sposób uczestniczy w życiu społecznym naszej wspólnoty, czy tylko opiera się na zyskach i transferuje je za granicę – mówi.
Dla klienta przy sklepowej półce najważniejsze pozostaje jednak coś znacznie prostszego.
Kod 590 nie jest potwierdzeniem polskiego pochodzenia. Biało-czerwona grafika również nie. Warto sprawdzać kraj pochodzenia, miejsce produkcji i oznaczenia odnoszące się do konkretnego produktu.
W przypadku mięsa szczególnie ważne są informacje o kraju chowu i uboju. To właśnie tutaj ostatnia kontrola IJHARS pokazała, że oznaczenie na wywieszce może nie zgadzać się z dokumentacją.
W Wielkopolsce ma to dodatkowy ciężar. Za wieloma produktami stoją konkretne gospodarstwa, mleczarnie i zakłady przetwórcze działające w regionie. Dlatego przy zakupach warto patrzeć nie tylko na to, czy etykieta wygląda „po polsku”, ale skąd naprawdę pochodzi produkt i kto na jego sprzedaży faktycznie zarabia.
Źródła: Newseria Biznes, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, IJHARS, Kupuj Świadomie – Produkt Polski, Krynica Forum

