Happy KidsInformacje i wydarzenia

Utrudnianie kontaktów z dzieckiem. Z dwóch spotkań tygodniowo zostały 2 godziny miesięcznie

Utrudnianie kontaktów z dzieckiem miało w tej sprawie trwać około dwóch lat. Według Martyny Brauer ojciec nie realizował spotkań ustalonych przez sąd, a ich częstotliwość była później stopniowo zmniejszana.

Najnowsze postanowienie przewiduje już tylko dwie godziny kontaktu matki z córką miesięcznie. Czy tak odbudowuje się zerwaną więź, czy jedynie porządkuje skutki wcześniejszych faktów dokonanych?

W sprawach rodzinnych czas nie jest neutralny. Nie czeka cierpliwie na kolejne rozprawy, opinie specjalistów, sprawozdania kuratorów i pisma procesowe. Każdy miesiąc bez kontaktu dziecka z rodzicem osłabia wspomnienia, bliskość i poczucie bezpieczeństwa.

Kiedy taki stan trwa wystarczająco długo, pojawia się szczególnie niebezpieczny mechanizm. Nieobecność jednego z rodziców zaczyna być traktowana jak naturalny element życia dziecka, nawet jeżeli wcześniej powstała wskutek niewykonywania postanowień sądu.

W sprawie Martyny Brauer brak kontaktu z córką nie miał – według relacji matki – wynikać z jej dobrowolnego wycofania się z życia dziecka. Martyna twierdzi, że ojciec konsekwentnie nie dopuszczał do realizacji ustalonych spotkań. Odpowiedzią systemu nie miało być jednak skuteczne wyegzekwowanie kontaktów. Z czasem zmniejszano ich liczbę.

Utrudnianie kontaktów z dzieckiem – jak zmieniała się częstotliwość spotkań?

Z informacji oraz dokumentacji przedstawionej redakcji wynika, że początkowo Martyna miała spotykać się z córką dwa razy w tygodniu. Według matki ojciec nie przyprowadzał jednak dziecka i nie dopuszczał do realizacji spotkań.

W takiej sytuacji można byłoby oczekiwać, że sąd podejmie szybkie i zdecydowane działania, aby wyegzekwować własne postanowienie. Tymczasem częstotliwość kontaktów została później zmniejszona do jednego spotkania tygodniowo.

Kontakty nadal – według relacji Martyny – nie dochodziły do skutku. W następnej kolejności zostały więc ograniczone do jednego spotkania raz na dwa tygodnie. Mechanizm, który wyłania się z tej chronologii, jest trudny do zaakceptowania:

Im mniej kontaktów było realizowanych, tym mniej kontaktów pozostawało później do wykonania.

Zamiast zwiększać skuteczność nadzoru nad wykonywaniem orzeczeń, system stopniowo zmniejszał zakres obowiązku. Nieposłuszeństwo wobec postanowienia nie prowadziło do szybszej i bardziej zdecydowanej interwencji. Prowadziło do tego, że postanowienie coraz bardziej odpowiadało stanowi faktycznemu stworzonemu przez jednego z rodziców.

System okazał się niezwykle elastyczny. Niestety nie wobec dziecka i jego matki, lecz wobec niewykonywania własnych decyzji.

Utrudnianie kontaktów z dzieckiem – Martyna Brauer i sędzia Magdalena Gałkowska

Dwie godziny miesięcznie po około dwóch latach bez matki

23 lipca 2026 roku Sąd Rejonowy w Pabianicach, III Wydział Rodzinny i Nieletnich, wydał postanowienie w sprawie, której przewodniczącą była sędzia Magdalena Gałkowska.

Sąd oddalił wnioski Martyny Brauer dotyczące:

  • zmiany miejsca pobytu córki,
  • ustanowienia pieczy naprzemiennej,
  • ustalenia kontaktów w zakresie oczekiwanym przez matkę.

Jednocześnie sąd ograniczył władzę rodzicielską ojca poprzez ustanowienie nadzoru kuratora sądowego, który ma składać sprawozdania co sześć miesięcy.

Ograniczona została także władza rodzicielska matki. Martynie pozostawiono między innymi prawo do współdecydowania o określonych istotnych sprawach dziecka oraz do uzyskiwania bieżących informacji dotyczących jego zdrowia i edukacji.

Ojciec został zobowiązany do przekazywania matce pisemnych informacji o stanie zdrowia i edukacji córki – nie rzadziej niż raz w miesiącu.

Sąd nakazał ponadto obojgu rodzicom podjęcie wspólnej stacjonarnej terapii psychologicznej, ukierunkowanej na porozumiewanie się w sprawach dziecka. Każde z rodziców ma również uczestniczyć w terapii indywidualnej. Ojciec został dodatkowo zobowiązany do objęcia córki terapią psychologiczną służącą normalizacji jej emocji.

Najwięcej pytań budzi jednak punkt dotyczący spotkań matki z dzieckiem.

Martyna będzie mogła widywać córkę w każdy drugi i czwarty wtorek miesiąca, od godziny 15.00 do 16.00, na terenie Pabianickiego Centrum Pomocy Rodzinie.

Przez pierwsze sześć miesięcy spotkania mają odbywać się w obecności ojca oraz psychologa. Dopiero później – nadal przy psychologu, ale bez obecności innych osób dorosłych. W praktyce daje to dwie godziny miesięcznie. Po około dwóch latach bez regularnej, bezpośredniej relacji.

Sto dwadzieścia minut na rozmowę, przywracanie zaufania, oswojenie emocji i odbudowę relacji, która przez wiele miesięcy miała być systematycznie wygaszana.

Można odnieść wrażenie, że polski system rodzinny stworzył nową jednostkę pomiaru macierzyństwa: jedna godzina w drugi i czwarty wtorek miesiąca.

Dlaczego podczas kontaktów ma być obecny ojciec?

Szczególne wątpliwości budzi decyzja o obecności ojca podczas pierwszych sześciu miesięcy spotkań. To właśnie ojcu Martyna zarzuca długotrwałe utrudnianie lub uniemożliwianie kontaktów. Jednocześnie pierwsze spotkania matki z córką mają się odbywać pod jego obserwacją.

Sąd mógł uznać, że obecność ojca zapewni dziecku poczucie bezpieczeństwa. Bez pisemnego uzasadnienia postanowienia nie znamy jednak pełnej argumentacji ani dowodów, które przesądziły o takim rozwiązaniu. Należy więc postawić również odwrotne pytanie.

Czy obecność rodzica pozostającego w ostrym konflikcie z matką i utrudnianie kontaktów z dzieckiem pozwoli dziecku swobodnie okazywać emocje?

Czy córka będzie mogła bez napięcia przytulić matkę, powiedzieć, że tęskniła, albo zapytać, dlaczego tak długo się nie widziały? Czy może przez całą godzinę będzie kontrolować swoje słowa i zachowanie, obserwując reakcje dorosłych?

Ochrona dziecka nie powinna sprowadzać się wyłącznie do obecności kolejnych osób na sali. Powinna obejmować również stworzenie warunków, w których dziecko rzeczywiście może odbudować więź bez konfliktu lojalnościowego i presji emocjonalnej.

Utrudnianie kontaktów z dzieckiem nie jest zwykłym konfliktem rodziców

Kontakty nie są nagrodą przyznawaną matce lub ojcu za dobre zachowanie. Są przede wszystkim elementem prawa dziecka do utrzymywania relacji z obojgiem rodziców, o ile kontakt nie stanowi zagrożenia dla jego dobra. Sąd ma obowiązek brać pod uwagę stan emocjonalny dziecka. Nie powinien zmuszać go do sytuacji, która powodowałaby krzywdę.

Musi jednak również ustalić, dlaczego taki stan emocjonalny powstał.

Jeżeli dystans, lęk lub niechęć dziecka pojawiły się po wielu miesiącach braku kontaktów, nie można traktować ich wyłącznie jako niezależnej przeszkody. Trzeba zbadać, czy nie są skutkiem długotrwałej separacji, wpływu otoczenia, konfliktu lojalnościowego albo negatywnego przekazu dotyczącego drugiego rodzica.

W przeciwnym razie wystarczy odpowiednio długo uniemożliwiać dziecku kontakt z matką lub ojcem, aby później osłabienie więzi stało się argumentem za jej dalszym ograniczaniem. Tak powstaje fakt dokonany.

Najpierw rodzic znika z codziennego życia dziecka. Później dziecko przyzwyczaja się do jego nieobecności. Następnie ta nieobecność zostaje uznana za obecny stan emocjonalny dziecka, którego nie należy gwałtownie zmieniać. Na końcu system zaczyna chronić skutki sytuacji, której wcześniej nie potrafił przerwać.

Kto w tej historii ma być „mamą”?

Według relacji Martyny ojciec miał oczekiwać, aby córka zwracała się do jego nowej partnerki słowem „mamo”. To właśnie ta kobieta ma na co dzień zajmować się dzieckiem, podczas gdy biologiczna matka pozostaje od niego odseparowana. Jeżeli takie zachowanie znajduje potwierdzenie w materiale dowodowym, nie jest to drobny szczegół rodzinnego życia, lecz kolejny element budowania nowej rzeczywistości, w której miejsce jednego rodzica zostaje stopniowo zajęte przez inną osobę.

Nowa partnerka ojca może troszczyć się o dziecko, wspierać je i pełnić ważną rolę w jego codzienności. Nie daje to jednak prawa do zastępowania biologicznej matki ani do przebudowywania tożsamości dziecka według wygody dorosłych. Dziecko może mieć dobrą relację z partnerką ojca, ale nie powinno być stawiane przed emocjonalnym obowiązkiem wyboru, kto ma być dla niego „prawdziwą mamą”. W przeciwnym razie troska zaczyna niebezpiecznie przypominać przepisywanie rodzinnych ról — bez pytania dziecka i bez udziału osoby, której miejsce właśnie się zajmuje.

Jak wyegzekwować kontakty z dzieckiem, gdy postanowienia nie są wykonywane?

Prawo przewiduje środki służące egzekwowaniu kontaktów. Sąd może między innymi zagrozić rodzicowi nakazaniem zapłaty określonej sumy za każde niewykonanie albo nieprawidłowe wykonanie obowiązku wynikającego z orzeczenia.

Same sankcje finansowe nie odbudowują oczywiście więzi. Pieniądze nie zastąpią dziecku matki ani ojca. Mają jednak pokazywać, że postanowienia sądu nie są jedynie luźną propozycją wpisaną do kalendarza.

W sprawie Martyny należy więc ustalić:

  • czy każdorazowo badano przyczynę niezrealizowanego spotkania,
  • czy ojciec został zobowiązany do aktywnego przygotowywania dziecka do kontaktów,
  • czy kurator obserwował sytuację bezpośrednio przed spotkaniami,
  • czy sprawdzano, jakie informacje dziecko otrzymywało na temat matki,
  • czy zastosowano środki mające zapobiec utrwalaniu separacji,
  • jakie konsekwencje ponosił rodzic niewykonujący kolejnych postanowień.

Jeżeli odpowiedzią na niewykonane kontakty było głównie zmniejszanie ich liczby, powstaje niebezpieczny komunikat:

Jeżeli postanowienia nie wykonuje się wystarczająco długo, sąd może w końcu zmienić je tak, aby lepiej odpowiadało rzeczywistości stworzonej przez osobę, która go nie przestrzegała.

To model, w którym opłaca się tworzyć fakty dokonane. Najwyższą cenę płaci jednak nie matka ani ojciec, lecz dziecko.

Krzywda dziecka nie zawsze pozostawia siniaki

Instytucje najlepiej rozpoznają przemoc wtedy, gdy można ją udokumentować zdjęciem, zaświadczeniem lekarskim albo policyjną interwencją. Znacznie trudniej zauważyć krzywdę, która nie pozostawia widocznych obrażeń.

Dziecko może być dobrze ubrane, chodzić do szkoły, mieć własny pokój i regularne posiłki, a jednocześnie stopniowo tracić jednego z rodziców. Nie oznacza to, że w każdej sprawie, w której kontakty nie są realizowane, występuje celowa manipulacja albo alienacja rodzicielska. Takie wnioski wymagają dowodów i specjalistycznej oceny.

Nie można jednak również sprowadzać długotrwałego zerwania więzi do wygodnego określenia „konflikt rodziców”. Konflikt toczy się między dorosłymi. Skutki ponosi dziecko.

Utrudnianie kontaktów z dzieckiem a bezczynność instytucji

W sprawach rodzinnych szybkość reakcji ma szczególne znaczenie. Dziecko nie może czekać kilku lat na to, aż system ustali, że jego relacja z jednym z rodziców praktycznie przestała istnieć.

Im dłużej trwa rozłąka, tym trudniejsza staje się późniejsza odbudowa więzi.

Najpierw spotkanie jest dla dziecka czymś naturalnym. Po wielu miesiącach nieobecności staje się wydarzeniem obcym, stresującym i wymagającym udziału psychologa.

Następnie właśnie ten stres może zostać uznany za argument przemawiający za dalszą ostrożnością i ograniczeniem kontaktów. To błędne koło.

Najpierw państwo nie potrafi skutecznie ochronić relacji. Później konieczność odbudowy tej relacji przedstawiana jest jako problem psychologiczny dziecka i rodzica odsuniętego od jego życia. W tej sprawie najszybciej działał kalendarz.

Każdego dnia odbierał matce i córce czas, którego nie zwróci ani terapia, ani kolejne sprawozdanie kuratora, ani jedna godzina spotkania raz na dwa tygodnie.

Rzecznik Praw Dziecka uczestniczył w sprawie. Jakie działania podjął?

W postępowaniu brał udział Rzecznik Praw Dziecka. Biuro RPD poinformowało redakcję, że zgłosiło udział do toczącego się postępowania. Jednocześnie odmówiło komentowania indywidualnej sprawy, powołując się na ochronę prywatności dziecka oraz niezawisłość sądu.

Rzecznik podkreślił, że każde dziecko ma prawo do utrzymywania więzi z obojgiem rodziców, jeżeli nie sprzeciwia się temu jego dobro. To stanowisko jest prawidłowe. Nie wyjaśnia jednak, co Biuro RPD rzeczywiście zrobiło w tej konkretnej sprawie.

Czy przedstawiciel Rzecznika zapoznał się z całością akt?

Czy złożył stanowisko dotyczące wieloletniego niewykonywania kontaktów?

Czy wskazywał na ryzyko utrwalenia faktów dokonanych?

Czy składał wnioski procesowe lub dowodowe?

Czy uznał dwie godziny miesięcznie za wystarczający plan odbudowy więzi matki z córką?

Czy Rzecznik rozważa zaskarżenie postanowienia?

Udział instytucji nie powinien ograniczać się do wpisania jej nazwy na pierwszej stronie orzeczenia. Powinien być widoczny w konkretnych działaniach podejmowanych w celu ochrony dziecka.

Sam Rzecznik Praw Dziecka w kampanii „Jestem mamy i taty” przypomina, że rozstanie dorosłych nie zwalnia ich z odpowiedzialnego rodzicielstwa, a dziecko ma prawo do relacji z obojgiem rodziców. Pozostaje więc pytanie, jak ta zasada została przełożona na konkretne działania w sprawie Martyny i jej córki.

Pytania do sędzi Magdaleny Gałkowskiej i Sądu Rejonowego w Pabianicach

Redakcja nie pyta o życie prywatne sędzi ani jej osobiste doświadczenia. Nie mają one znaczenia dla oceny wydanego postanowienia.

Pytamy o sposób wykonywania władzy publicznej i skuteczność ochrony praw dziecka.

  1. Dlaczego, gdy kontakty nie były realizowane, ich częstotliwość była stopniowo zmniejszana?
  2. Jakie konkretne środki zastosowano, aby wyegzekwować wcześniejsze kontakty dwa razy w tygodniu, a następnie raz w tygodniu?
  3. Czy sąd ustalił, kto ponosił odpowiedzialność za to, że matka przez około dwa lata nie miała bezpośredniej relacji z córką?
  4. Dlaczego podczas pierwszych spotkań obecny ma być ojciec, któremu matka zarzuca wcześniejsze blokowanie kontaktów?
  5. Na jakiej podstawie uznano, że dwie godziny miesięcznie umożliwią realną odbudowę więzi?
  6. Czy istnieje plan zwiększania częstotliwości kontaktów, jeżeli spotkania będą przebiegały prawidłowo?
  7. Jak szybko sąd zareaguje, jeżeli dziecko ponownie nie zostanie przyprowadzone?
  8. Czy badano możliwość wystąpienia konfliktu lojalnościowego albo wpływu długotrwałej separacji na stosunek dziecka do matki?
  9. Dlaczego ograniczono władzę rodzicielską Martyny, jeżeli to ona wskazuje na wieloletnie niewykonywanie wcześniejszych rozstrzygnięć przez ojca?

To nie są pytania zmierzające do ujawnienia prywatności dziecka. Są to pytania dotyczące funkcjonowania sądu, skuteczności wykonywania postanowień i odpowiedzialności instytucji publicznych.

Gdy niewydawanie dziecka na kontakty tworzy fakt dokonany

Nie znamy jeszcze pełnego pisemnego uzasadnienia postanowienia, dlatego nie przesądzamy, jakie dowody miały dla sądu decydujące znaczenie. Nie rozstrzygamy również, z którym z rodziców dziecko powinno mieszkać. Możemy jednak ocenić widoczny skutek działania systemu.

Według Martyny ojciec najpierw odseparował córkę od matki i nie realizował kolejnych kontaktów. Sąd natomiast stopniowo zmniejszał ich częstotliwość, aż pozostały dwie godziny miesięcznie.

Jeżeli taka chronologia znajduje potwierdzenie w aktach, trudno nie odnieść wrażenia, że stan stworzony poprzez niewykonywanie postanowień został z czasem wpisany w ramy prawne, a utrudnianie kontaktów z dzieckiem stało się dobrym rozwiązaniem dla indolencji sądu

Najpierw kontaktu nie realizowano. Później zmniejszano jego częstotliwość. Na końcu osłabienie więzi stało się powodem, dla którego należy odbudowywać ją wyjątkowo ostrożnie.

Bezprawie nie stało się przez to prawem. Zaczęło jedynie wyglądać jak ustabilizowana sytuacja rodzinna. Pytanie brzmi: kto odpowie, jeżeli za kilka lat okaże się, że relacji matki z córką nie udało się już odbudować?

Sąd? Kurator? Biegli? Rzecznik Praw Dziecka?

Czy ponownie usłyszymy, że sytuacja jest trudna, rodzice pozostają w konflikcie, a dziecko przyzwyczaiło się już do obecnego porządku? Tylko że dla dziecka dwa lata to nie jest fragment postępowania. To ogromna część jego życia.

https://www.youtube.com/watch?v=VBKyy5oT3Dc